PARAFIA POD WEZWANIEM

ŚW. ANDRZEJA BOBOLI

Zawiercie - Marciszów

Dni powszednie:
godz. 17.00

Niedziele i uroczystości kościelne:
godz. 9.00
godz. 11.00
godz. 16.00

Święta kościelne:
godz. 9.00
godz. 17.00

tel. 32 672 37 87
ks. proboszcz: 693 420 309

- sprawy kościelne proszę omawiać w dni powszednie przed lub po mszy świętej;

- termin spotkania z narzeczonymi w sprawach sakramentu małżeństwa będzie uzgodniony zgodnie z możliwościami czasowymi zainteresowanej pary;

- w sprawach losowych (np pogrzeb) w sytuacji nieobecności księdza proszę o natychmiastowy kontakt telefoniczny.

Adres:
Wilcza 1
42-400 Zawiercie-Marciszów
tel. 32 672 37 87

e-mail: tablet55@tlen.pl

Numer konta:
83 1090 1795 0000 0001 3180 0177

6 września 2019

św. Andrzej Bobola Strachocina

Św. Andrzej Bobola w Strachocinie

 Ks. Józef Niżnik
 Edycja przemyska 18/2002

Strachocina a Bobolowie

Miejscowość Strachocina powstała w 1369 r. Jest to wioska królewska. Leży na południu Polski w woj. podkarpackim, w powiecie sanockim. W 1390 r. został wzniesiony kościół i powstała parafia, która należy do diecezji przemyskiej. Z początkiem XVI w. Strachocina przeszła w ręce szlachty Bobolów. Pierwszym posesorem wsi był Jan Bobola. W dokumentach historycznych, które opisują wydarzenia z ziemi sanockiej, w wielu miejscach dowiadujemy się o Bobolach ze Strachociny, którzy w sposób nie zawsze przynoszący chlubę wpisali się w historię ziemi sanockiej. O pobycie szlachty Bobolów w Strachocinie mówią także dokumenty zachowane w Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu. Spory toczone między szlachcicem Bobolą, a plebanem strachocińskim stanowią ważny dodatek do kultu św. Andrzeja Boboli w Strachocinie. Faktem historycznie potwierdzonym jest to, że Strachocina była w posiadaniu Bobolów do końca XVIII w. W archiwum wiedeńskim zachował się akt notarialny sprzedaży Strachociny przez Bobolów rodzinie Giebułtowskich. Więcej wiadomości na ten temat można zaczerpnąć z książki Zarys dziejów parafii, napisanej przez mgr. Tomasza Adamiaka.

Św. Andrzej Bobola ze Strachociny?

A jakie są związki św. Andrzeja Boboli ze Strachociną? Święty nigdzie nie napisał, gdzie się urodził. Jeśli łączymy go ze Strachociną to tylko dlatego, że wiele wskazuje na to, że Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie koło Sanoka. Ale czy na pewno? Wątpliwości wydają się bardzo sensowne dla tych, którzy znają życiorys św. Andrzeja Boboli. Przecież przez wiele wieków Święty z parafią Strachocina nie miał nic wspólnego i nie było tutaj jego kultu. Początek kultu św. Andrzeja w parafii Strachocina jest wydarzeniem z lat osiemdziesiątych naszego stulecia. Powracając do postawionego pytania zaznaczam, że pierwszym człowiekiem, który zwrócił uwagę na pochodzenie św. Andrzeja Boboli ze Strachociny k. Sanoka jest ks. Jan Poplatek, jezuita. W książce: Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie - męczeństwo i kult, wydanej w 1936 r., wyraża opinię, że Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie. Rodzi się więc pytanie: dlaczego dopiero w XX w. pochodzenie św. Andrzeja wiąże się ze Strachociną? Dlaczego wcześniej pochodzenie Świętego łączono z ziemią sandomierską czy w pewnym okresie nawet z Mazowszem? Odpowiedź nie należy do łatwych.

Ks. Poplatek oparł swoje twierdzenie o pochodzeniu św. Andrzeja ze Strachociny na podstawie dokumentów mówiących o tym, że Strachocina była własnością rodziców św. Andrzeja. Jeśli tu mieszkali, to z początkiem XVII w. musieli wyjechać ze Strachociny z powodu zagrożenia ze strony Tatarów. Wiele miejscowości w tym czasie zostało spalonych przez Tatarów. W 1624 r. nieszczęście dotknęło Strachocinę. Tatarzy całkowicie spalili wioskę. Wtedy spalony został kościół, wraz z plebanią. Spalony został żywcem ówczesny proboszcz, ks. Maystroga, a z ludzi uratowali się tylko ci, którzy znaleźli schronienie w pobliskich lasach. Ks. Mirosław Paciuszkiewicz w książce Znów o sobie przypomniał św. Andrzej w Strachocinie napisał: "Po ukazaniu się dzieła ks. Jana Poplatka już chyba nie powtarzano twierdzenia, że Andrzej Bobola urodził się w Pińsku czy Pułtusku. Zdecydowanie zaczęła się utrwalać opinia, że miejscem urodzenia jest Strachocina". Tę nazwę znany biograf wymienia dwadzieścia pięć razy. W innym miejscu napisze: "Odpadają także okolice Sandomierza. Wyraźne ślady prowadzą do Strachociny" . Współczesne publikacje jezuickie mówiące o św. Andrzeja Boboli, jednoznacznie opowiadają się za Strachociną, jako miejscu urodzenia. Zaznaczyć należy, że w Strachocinie niedaleko kościoła, od niepamiętnych czasów jedno ze wzgórz nazywa się Bobolówka. Na wzgórzu tym znajduje się tzw. "resztówka", pozostałość po dworku. Wzgórze to zdobią kilkuwieczne dęby w liczbie około 40.

Kult św. Andrzeja Boboli w Strachocinie

Kult św. Andrzeja w Strachocinie związany jest z tym, co działo się przez dziesiątki lat w tej parafii na plebanii. Wiesław Kielar, krewny ks. Władysława Barcikowskiego, jednego z proboszczów Strachociny w latach 1912-1942 w książce Nasze młode lata opisując pobyt u wujka na plebanii napisał, że na plebani ktoś się pojawia. W późniejszych latach proboszczowie podobnie się wyrażali. Najwięcej spotkań z nieznaną pojawiająca się postacią miał ks. Ryszard Mucha, proboszcz w latach 1970-1984. Podobnych zjawisk doświadczyłem i ja w latach 1983-1987. Zakończenie tych zjawisk miało miejsce w nocy z 16 na 17 maja 1987 r., gdy zjawiająca się postać na moje pytania (wypowiedziane wolą i pragnieniem, a nie ustami): kim jesteś? i czego chcesz? - odpowiedziała: Jestem Święty Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie ( odpowiedź była nie słowna, ale wiedzą przenikająca do mojego wnętrza... znałem prawdę, ale jej nie rozumiałem). Pragnę zaznaczyć, że przychodzącej postaci nigdy nie utożsamiałem ze św. Andrzejem Bobolą. Powiem więcej, nigdy bez tego, co się stało owej nocy - nie pojechałbym do Warszawy i nie prosiłbym o Relikwie. Nigdy bym się nie odważył opowiadać o tym, co napisał ks. Mirosław Paciuszkiewicz w książce Znów o sobie przypomniał św. Andrzej w Strachocinie. To właśnie od niego po raz pierwszy dowiedziałem się o początkach kultu św. Andrzeja w Pińsku. I jeszcze jedno: ja nigdy nie twierdzę, że św. Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie, ale tylko to, że powiedział: zacznijcie mnie czcić w Strachocinie.

Gdy podjąłem realizację tego wezwania - od tamtej nocy - nikt w Strachocinie na plebanii się nie zjawia. Otrzymane z Warszawy od Jezuitów Relikwie zostały uroczyście wprowadzone do kościoła parafialnego 16 maja 1988 r. Uroczystościom wprowadzenia Relikwii przewodniczył bp Ignacy Tokarczuk, ordynariusz przemyski. Podczas kazania powiedział: Najmilsi, w dniu tak ważnym, historycznym wprost dla tutejszej parafii, modlimy się gorąco, aby przez Jego wstawiennictwo obdarzył nas pokojem, obdarzył lepszą przyszłością, obdarzył czasami, kiedy będzie rządziła prawda, miłość, sprawiedliwość, pokój... Dzisiaj trzeba zaśpiewać: raduj się ziemio strachocińska, raduj się ziemio sanocka, bo wydałaś wielkiego Świętego, wielkiego Męczennika, wielkiego Bohatera i wielkiego Patrona.

Z powstaniem kultu św. Andrzeja w Strachocinie należy też związać inne ważne wydarzenie, które miało miejsce w tej parafii, a mianowicie erekcja pierwszego w Polsce Niepokalanowa Żeńskiego. 17 września 1988 r. wmurowano kamień węgielny pod klasztor Zgromadzenia Sióstr Rycerstwa Niepokalanej. Zgromadzenie to powstało w 1950 r. w Japonii. Założył je franciszkanin z Polski, o. Mieczysław Mirochna, który w 1930 r. wyjechał ze św. Maksymilianem na misje. Erekcja Zgromadzenia z Japonii w Strachocinie, jak i kult św. Andrzeja Boboli czasowo powiązane z sobą - rodzi wiele pytań, na które nie można znaleźć wyczerpujących odpowiedzi. Ale warto postawić zasadnicze pytanie: Czy bez woli Bożej możliwe byłoby to, co wydarzyło się Strachocinie? Te dwa wydarzenia: powstanie kultu św. Andrzeja i pierwszego Niepokalanowa Żeńskiego w Polsce, są dopełniającymi się działaniami Bożymi, które się przenikają i ku sobie prowadzą. Jedno jest pewne, że obecność sióstr w parafii jest pożyteczna dla rozwoju kultu, gdyż bez nich trudno by było zatroszczyć się o godziwą opiekę nam pielgrzymami przybywającymi z całej Polski, aby modlić się w tutejszym kościele.

Gdy mówimy o rozwoju kultu nie sposób nie wspomnieć o dziennikarzach, których artykuły w różnych czasopismach informują czytelników o wydarzeniach w Strachocinie. Ponadto programy w TV, film o św. Andrzeju Duszochwata, patronat nad Akcją Katolicką w archidiecezji przemyskiej - przyczyniają się do rozwoju kultu św. Andrzeja Boboli w Strachocinie. Początki kultu nie były łatwe. Przeciwności było wiele. Zresztą dzisiaj też ich nie brakuje. Ale pragnę powiedzieć, że nigdy nie szukaliśmy popularności. Dowodem na to może być, że nie zapraszaliśmy ani TV, ani dziennikarzy. Jeśli przybywali, to dlatego, że o Strachocinie mówiono wiele. Strachocina był na ustach ludzi. Jedni szukali sensacji, inni drwili sobie z tego, co tu się dzieje, a jeszcze inni wypowiadali słowa uznania. Uważałem, że jeśli jest to sprawa Boża to niech św. Andrzej Bobola sam prowadzi to dzieło.

Dziś po kilkunastu latach jestem pewny, że to, co robimy ma sens. Powiem więcej, że tak miało być. Kult się rozwija bardzo dynamicznie. A liczba pielgrzymów i uczestników uroczystości ciągle wzrasta. Pragnę zaznaczyć, że w roku 2000 zapisało się w księdze pamiątkowej ponad 700 grup pielgrzymkowych, a w skrzynce pozostawiono około 8000 próśb i podziękowań. Być może okazją ku pielgrzymowaniu do kościoła w Strachocinie było to, że kościół w Strachocinie w Roku Świętym był kościołem jubileuszowym. W roku 2001 i w tym roku może trochę mniej było pielgrzymek autokarowych, ale ruch pielgrzymkowy nie ustaje. Najważniejsze jest to, że kult św. Andrzeja Boboli w Strachocinie przyciąga coraz więcej pielgrzymów. Przychodzą tu dlatego, że św. Andrzej stał się tu orędownikiem u Boga ludzkich problemów dotykających ciała i duszy. Uzdrowienia, nawrócenia, wyzwolenia ze zła, cudowne uleczenia.

Pozwólcie, że przytoczę świadectwa ludzi, które znalazły się w skrzynce na prośby i podziękowania. Oto one:

Dziękuję ci św. Andrzeju, że uratowałeś moją córkę od śmierci i że mogła szczęśliwie urodzić dziecko. Tobie tę trudną sprawę oddałam i teraz przyjm moją wdzięczność.

REKLAMA

* * *

Św. Andrzeju, dziękuję Ci za uzdrowienie mnie z pewnej choroby, tobie wiadomej. Pragnę podziękować publicznie, gdyż do tego się zobowiązałam...

* * *

Ukochany św. Andrzeju, dziękuję Ci za uzdrowienie mojej mamusi z ciężkiej choroby i za to, że mogła tu przybyć, by Tobie podziękować za ten cud.

* * *

Św. Andrzeju, tak bardzo chciałam być zawsze dobra i nosić Boga w sercu. Ale przyszedł moment, że przestałam wierzyć, zagubiłam się moralnie. Przybywam tutaj i nagle zrozumiałam, że tak dalej być nie może. Dlatego proszę Cię, pomóż mi wyrwać się z tego zła, którego sama porzucić nie potrafię. Chcę być inna. I za to, że to odkryłam, dziękuję Ci...

Zresztą, czy możliwe by było to, co się dzieje w Strachocinie bez pomocy i obecności św. Andrzeja? Aby spojrzeć na Strachocinę właściwie i na to wszystko, co tu się dokonuje trzeba ją nawiedzić. Trzeba w Strachocinie pobyć, by odczuć obecność Świętego.

Co w przyszłości?

I z tej propozycji niektórzy już korzystają. Zbudowany Dom Rekolekcyjno-Pielgrzymkowy prowadzony przez Siostry MI służy w parafii pielgrzymom przybywającym do św. Andrzeja Boboli. Coraz bardziej cenione w naszym terenie stają się nabożeństwa ku czci św. Andrzeja Boboli w 16. dzień miesiąca, szczególnie w okresie od maja do października, połączone z procesją z Relikwiami na Bobolówkę. Wzniesiony tam w roku 1993 polowy ołtarz służy do odprawiania Mszy św. Miejsce to staje się celem pielgrzymowania wiernych przybywających do Strachociny, do św. Andrzeja. Dotychczas Bobolówka była własnością Kółek Rolniczych i mieniem komunalnym. Od tego roku w obszarze 6 ha stała się własnością parafii, gdyż dokonano zamiany gruntów. W związku z nabyciem Bobolówki otworzyła się możliwość zagospodarowania jej terenu. Jest on naprawdę piękny. Uroczystości majowe ku czci św. Andrzeja będą okazją do odwiedzenia tego miejsca, tym bardziej, że w tym roku Święty zostanie ogłoszony w dniu 16 maja br. Patronem Polski.

 

Najpopularniejsze

USA: badania potwierdziły, że homoseksualizm nie jest...

 

Gietrzwałd: wrześniowe uroczystości w rocznicę objawień

 

USA: globalny atak na księdza, który wycofał Harry...

 

Zmarł współpracownik Jana Pawła II

 

Do tarnowskiego seminarium zgłosiło się więcej...

 

Ostatnio dodane

DZIŚ, 20:25
Zmarł diakon Mateusz Niemiec
DZIŚ, 20:11
Zimbabwe: proces beatyfikacyjny Bożego Wagabundy
DZIŚ, 18:36
Kielce: rodzinny rajd z bp. Florczykiem śladami II wojny...
DZIŚ, 18:32
Bp Nitkiewicz: troska ekologiczna powinna zaczynać się od...
DZIŚ, 17:40
Polski misjonarz: papież musi się zmierzyć z problemami...

REKLAMA

Jedenaście Sióstr za „Wujka”

 2018-04-25 11:32

 Agnieszka Bugała
 Edycja wrocławska 17/2018, str. VI

 

Prosiły, aby mogły zostać w habitach, w pełnym zakonnym stroju. Uklękły żegnając się ze sobą, a siostra Stella, ich matka przełożona uniosła rękę, błogosławiąc każdą. Wtedy rozległy się strzały. 1 sierpnia 1943 r. Niemcy zamordowali w Nowogródku jedenaście sióstr nazaretanek, które ofiarowały siebie w zamian za uratowanie życia uwięzionych mieszkańców miasta i kapłana. Był nim ks. Aleksander Zienkiewicz, sławny „Wujek”, dziś sługa Boży

 

 Archiwum
„Męczeństwo Nazaretanek” – obraz Adama Styki

Wybuch wojny w 1939 r. i atak wojsk niemieckich nie dosięgnął Nowogródka, okupant był daleko, jednak wszystko zmieniło się 17 września. Ks. Zienkiewicz pisał: „W niedzielę rano, 17 września rozchodzi się wieść o wkroczeniu w granice Rzeczypospolitej armii sowieckiej. W mieście powstaje nieopisana panika. Płyną rzeki uciekinierów w kierunku Litwy. Siostry z ks. kapelanem pozostają na miejscu”.

Wojska radzieckie wkroczyły do Nowogródka, a NKWD... do mieszkania księdza. Funkcjonariusza NKWD zakwaterowano w jednym z dwóch pokoi i codzienne życie stało się bardzo trudne. Zakazano nauczania religii, ze ścian w szkołach usunięto krzyże. Siostry nazaretanki musiały zdjąć habity i w świeckich ubraniach szukać pracy w miasteczku.

„S. Celina i s. Veritas udają się do Wilna – napisał ks. Zienkiewicz” – Obowiązki matki przełożonej przejęła i spełniała do krwawego końca s. Stella. Tymczasem w mieście zachodzą szybkie zmiany. Wkrótce usunięto Siostry ze szkoły, a nieco później także i z domu. Zostawiono im tylko zabudowania gospodarcze wraz z częścią ogrodu. Na wiosnę 1940 r. zabrano im i tę resztę. Powstała konieczność zmiany habitów na suknie świeckie i znalezienia pracy. Matka Stella zamieszkała u swej kuzynki p. Sikorzyny. S. Kanizja przez kilka miesięcy nauczała w szkole, a mieszkała z s. Małgorzatą u pp. Bołtuciów. S. Małgorzata otrzymała pracę w szpitalu. S. Imelda nadal pełniła obowiązki zakrystianki i dostała mieszkanie u pp. Chmarów. S. Daniela, bezpośrednia opiekunka kapelana, zamieszkała u pań Żukowskich. Siostry Rajmunda, Felicyta i Boromea otrzymały posadę sprzątaczek w byłej nazaretańskiej, a obecnie sowieckiej szkole polskiej i dlatego znalazły mieszkanie na terenie swojej utraconej siedziby. Siostry Gwidona i Sergia pilnowały gospodarstwa, mieszkając w sąsiedztwie, u pp. Romanowiczów. S. Heliodora zdecydowała się przyjąć «posadę» służącej w rodzinie dyrektora polskiej szkoły, Rosjanina, partyjnego. Siostry utrzymywały ze sobą więź przez kościół, w którym spotykały się dwa razy na dzień”.

Niemiecki terror

6 lipca 1941 r. w Nowogródku zmienili się okupanci i zaczęła tlić się nadzieja, że być może Niemcy okażą się mniej agresywni w stosunku do duchowieństwa. Niestety, nadzieja była płonna. W 1942 r., po pozornym wyciszeniu działań, Niemcy zadają mocny cios. W nocy z 28 na 29 czerwca aresztują wielu wybitnych Polaków, a wśród nich polskich księży, ks. Michała Daleckiego, ks. Józefa Kuczyńskiego z Wsielubia i ks. Stefana Sieczkę z Brzozówki. Kilka dni później zadają cios jeszcze potężniejszy: wszystkich, oprócz ks. Sieczki, rozstrzeliwują w lasku koło koszar. W tych okolicznościach ks. Zienkiewicz musiał w pełni zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest w Nowogródku bezpieczny.

Gotowość Sióstr do złożenia ofiary

We wspomnieniach urodzonej w Nowogródku Czesławy Zwierko-Piotrowskiej czytamy: „W nocy z 17 na 18 lipca 1943 r. nastąpiły nowe aresztowania. Zabrano ponad stu Polaków: mężczyzn, kobiety i młodzież. Na liście osób przeznaczonych do aresztowania znajdował się również nasz Ksiądz, ale nie znaleziono go w domu. Wtedy s. Stella, przełożona sióstr nazaretanek, wypowiedziała dwukrotnie słowa: «Jeśli potrzebna Bogu ofiara, niech raczej nas rozstrzelają niż tych ludzi, ksiądz Kapelan też jest o wiele potrzebniejszy niż my»”.

„Jest sobota 31 lipca 1943 r. Przygotowuję się właśnie do nabożeństwa różańcowego – pisze ks. Zienkiewicz. Do zakrystii wchodzi M. Stella. Na jej twarzy i w oczach odczytałem natychmiast jakiś nowy, niezwykły niepokój. Opowiada, co się przed godziną stało: Oto przyszedł do Sióstr Niemiec w cywilu i przedłożył ustne polecenie komisarza, aby wszystkie Siostry na czele z Przełożoną stawiły się dzisiaj o godz. 7.30 wieczorem w komisariacie. Ulicą 3 Maja pod górę, dość żywym krokiem, podążały parami spowite w czarne habity i welony, postacie Sióstr. Minęły właśnie dom pp. Mazurkiewiczów i zapewne dźwigając krzyże przeczuć – pięły się stromym zboczem góry ku rynkowi... Kto z mieszkańców miasta widział je w tym pochodzie, widział je na ziemi wśród żywych po raz ostatni...”.

Gdzie one są?

Ksiądz wdrapał się do swojej sypialni na strychu w sianie, gdzie się ukrywał, ale wciąż nie był w stanie zasnąć. Modlił się i wstawał na zmianę. Miał wizje postaci sióstr w czarnych habitach idących długą ulicą. Nie był pewien, czy to majaki w półśnie, czy rzeczywistość. Próbował zasnąć, ale że nie było to możliwe – poddał się i czekał na to, co się zdarzy. Noc odchodziła, dzień budził się na dobre, ale siostry wciąż nie wracały.

W niedzielę rano wciąż czekał. O 9 odprawił Mszę w Farze, ale siostry nie wróciły, by zająć swoje stałe miejsca. Mijały kolejne godziny bez żadnych, wiarygodnych wieści. I wreszcie informacje, którym można było dać wiarę: sióstr nie ma ani w więzieniu, ani w komisariacie. Gdzie są?

„Po odprawieniu Mszy św. w Farze – od roku jedyny ksiądz w mieście – udaję się ze Mszą św. do parafialnego kościoła św. Michała. Zasiadam do konfesjonału i tutaj dowiaduję się zgrozę budzącej prawdy: dzisiaj rano Siostry zostały rozstrzelane... Cała psychika moja uległa bolesnemu paraliżowi. Uderzało w nią nieustannie jedno, wciąż powtarzające się pytanie: Jak to? Niewinne?... Bez dochodzenia?... Podstępnie i z takim pośpiechem?... Świat przedstawia mi się jako wielka katownia rozjuszonych szatanów, jako masa bólu...”.

Mogiła pięć kilometrów za Nowogródkiem

Wreszcie, po kilku dniach, wieść staje się wszystkim Polakom wiadoma. Po ochłonięciu z pierwszego wstrząsu, który ta wiadomość wywołała, s. Małgorzata Banaś, jedyna, która przeżyła, postarała się z paroma niewiastami wyjść dyskretnie z miasta na poszukiwanie grobu i rzeczywiście, odnalazła świeżą, źle przysypaną mogiłę na piątym kilometrze za Nowogródkiem w kierunku Nowojelni, w lasku odległym o paręset kroków od szosy.

„Uklęknąwszy przy mogile, poczęła ręką rozgrzebywać cienką warstwę piasku i po paru minutach natrafiła na nogę... Nie mogąc w inny sposób przekonać się, czy rzeczywiście to ciało jednej z Sióstr, zerwała z tej nogi podwiązkę... I teraz odsłoniła się cała potworna prawda... Oto na tej podwiązce widzi numer s. Sergii...” – pisze ks. Zienkiewicz.

W chwili zbrodni na nazaretankach „Wujek” ma zaledwie trzydzieści trzy lata. Czy odnosząc ten wiek do wieku Chrystusa i używając ulubionej terminologii ks. Zienkiewicza „kończy się właśnie jego Nazaret”? Jakże świadomy musiał być i dobrze wypełniony ten Nazaret Lembówki, Duniłowicz i Pińska, skoro młody ksiądz wkracza w kapłaństwo przez krzyż i mękę Jedenastu Nazaretanek. I nie waha się, choć powodów do lęku o własne bezpieczeństwo i życie nie brakuje.

„Jak one szły...”

Okoliczności męczeństwa sióstr znane są z fragmentarycznych wypowiedzi uczestników egzekucji. Jeden z gestapowców, Niemiec pochodzący z Łotwy, który stołował się u Polki, Marii Tarnowskiej, w niedzielę 1 sierpnia 1943 r. zjawił się na śniadaniu. „W pewnym momencie złapał się za głowę i powiedział: «Ach, jak one szły, trzeba było widzieć, jak one szły!». Na pytanie gospodyni domu: «Kto szedł?», odpowiedział: «Siostry». Innym razem powiedział: «Tak, one rzeczywiście były niewinne». Estończyk pracujący w komisariacie, który widział siostry w piwnicy przed śmiercią i uczestniczył w egzekucji, opowiedział, że siostry „w lesie przed straceniem poklękały wszystkie, modliły się, a następnie klęcząc żegnały się ze sobą. Matka przełożona każdą błogosławiła. Ostatni cios odbierały na klęczkach”. U innej rodziny polskiej, państwa Cieślewiczów, stołowali się dwaj oficerowie z brygady lotnej z Baranowicz i ich kierowca. Pan Cieślewicz próbował dowiedzieć się czegoś o losie sióstr od szofera. Powiedział on, że „sami oficerowie z lotnej brygady rozstrzeliwali siostry. I że tylko jedną ich prośbę wykonali, mianowicie siostry prosiły, aby nie zdejmowano z nich ubrania zakonnego. Tak się stało – miały wszystko na sobie”.

Zastygłe w modlitwie

W marcu 1945 r. udało mu się doprowadzić do ekshumacji sióstr. Mieszkańcy byli świadkami niezwykłej procesji: na saniach – bo na drogach wciąż leżał śnieg – wieziono trumny z ofiarami hitlerowskich zbrodni. Teresa Rybij, siostra ks. Zienkiewicza, wówczas nastolatka, była obecna przy ekshumacji sióstr. Zapamiętała, że w tamtych dniach w całym miasteczku czuć był fetor rozkładających się ciał. Mogił było wiele, odkopywano kolejne ofiary. Kiedy odkopano zbiorowy grób nazaretanek, nie unosił się żaden nieprzyjemny zapach, było zupełnie inaczej. Czyste, zimne powietrze, jakby to już nie były rozkładające się ciała, ale byty zupełnie inne. Jedna z sióstr – wspomina pani Teresa – została wyjęta w pozycji klęczącej, jakby zastygła w modlitwie.

CZYTAJ DALEJ
 

ks. Proboszcz


Zdjęcia

1-a komunia 20119

rozmaitości 2018 pielgrzymka , koncert

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
30 0.10193204879761